Szlak Stampede do autobusu z Into The Wild

Szlak Stampede do autobusu z Into The Wild

Wiele osób, podobnie jak my, po obejrzeniu filmu Into The Wild postanowiła odwiedzić kiedyś autobus, w którym mieszkał Aleksander Supertramp. Żeby dotrzeć do tego autobusu trzeba przejść pieszo 30 km w jedną stronę i pokonać trudny szlak Stampede Trail.

Z tego wpisu dowiesz się co to za szlak, jak i kiedy najlepiej go przekroczyć, co ze sobą zabrać i na co trzeba uważać.

WAŻNE

Myślisz nad przejściem szlaku Stampede Trail? Dobrze się nad tym zastanów. Szlak jest bardzo trudny, a Teklanika uwięziła czy nawet uśmierciła wiele osób. Autobus Supertrampa znajduje się w prawdziwej dziczy, pełnej niedźwiedzi i wilków. Jeżeli już wybierzesz się na szlak, przygotuj się odpowiednio. Powiadom kogoś o swoich planach i zabierz odpowiedni ekwipunek – kuchenkę, siekierę, wodooporną rozpałkę, bear spray, spray na komary i dużą ilość suchych skarpet i zapakuj wszystko w woodoporny plecak, na wypadek wpadnięcia do wody. Najlepiej mieć też ze sobą nadajnik ratunkowy SPOT, a na szlak wyruszyć w kilka osób – łatwiej będzie przekroczyć rzekę albo przegonić niedźwiedzia. Pamiętaj, żeby nie przecenić swoich możliwości i w razie problemów zawrócić.

Magiczny autobus z lotu ptaka

Magiczny autobus – czy jest tylko jeden?

Na początek bardzo ważna wiedza – są 2 autobusy:

  1. Pierwszy ten autentyczny autobus, w którym mieszkał Aleksander Supertramp. Znajduje się ponad 30 km od najbliższej drogi i trzeba dam dotrzeć na piechotę przez bardzo trudny szlak.
  2. Drugi to autobus, który wystąpił w filmie. Jest to dosyć wierna replika oryginalnego autobusu. Znajduje się przy restauracji 49th State Brewing Co. w miasteczku Healy, niedaleko startu szlaku do oryginalnego autobusu.

Obydwa zaznaczyłem na poniższej mapce:

Tutaj możecie zobaczyć poglądową mapkę szlaku:

A tu bardziej szczegóły zapis GPS z czyjegoś przejścia: https://www.alltrails.com/explore/recording/stampede-trail–7

Kilka ważnych informacji na temat szlaku

  • długość – 30 km w jedną stronę
  • czas potrzebny na przejście – około 2 dni w jedną stronę, z noclegiem nad Teklaniką
  • jak się dostać na początek szlaku? – najlepiej swoim samochodem, który zostawiamy w dziczy na początku szlaku na malutkim “parkingu”
  • poziom trudności szlaku – bardzo trudny, tylko dla doświadczonych piechurów w dobrej formie.
  • w ile osób ruszyć na szlak? – conajmniej w dwie. Im więcej tym bezpieczniej w razie spotkania niedźwiedzia. Łatwiej też większą grupą przekroczyć rzekę. Nie ruszajcie na szlak w pojedynkę!

Co to za szlak?

Szlak Stampede Trail został wyznaczony w latach trzydziestych, przez legendarnego alaskańskiego górnika Earla Pilgrima. W latach sześćdziesiątych firma będąca właścicielem kopalni znajdujących się na końcu szlaku, postanowiła wybudować tu szutrową drogę. Na koniec szlaku za pomocą traktorów zostały przywiezione trzy stare autobusy, które w latach czterdziestych należały do Transportu Miejskiego Fairbanks. Samochody zostały wyposażone w łóżka i małe piecyki i miały służyć jako schronienie dla robotników. Szlak miał ponad 80 kilometrów, ale nie wzniesiono na nim mostów i w ciągu kilku lat droga została zniszczona przez powodzie i bobry. Firma zdecydowała się zrezygnować z projektu i wycofać autobusy. Dwa udało się sprowadzić, niestety w połowie drogi w trzecim urwała się tylna oś, uniemożliwiając dalsze holowanie. Autobus pozostawiono nad rzeką.

Oryginalne autobusy na szlaku Stampede

W latach 80’ poszerzono znajdujący się niedaleko Park Narodowy Denali, w taki sposób, że praktycznie okalał cały szlak Stampede. Na terenie parków narodowych zabronione jest polowanie, dlatego park pełen jest niedźwiedzi, wilków i innych dzikich zwierząt, które wyczuły, że jest on bezpieczną oazą. Nie wiedzą one niestety, że przechodząc z jednej części szlaku do drugiej wchodzą na Stampede Trail, na którym polowanie jest już legalne. Wiedzą o tym za to doskonale niektórzy myśliwi, którzy zaczęli przychodzić tutaj na polowania, w autobusie robiąc sobie chwilowe schronienie.

W 1990 roku Christopher McCandless, chłopak z Waszyngtonu, zaraz po ukończeniu studiów i odebraniu dyplomu postanowił zmienić swoje życie. Zafascynowany książkami Jacka Londona i Henrego Thoreau wyruszył w pełną przygód podróż. Pozbył się dokumentów, oszczędności przekazał na cele charytatywne a resztę pieniędzy spalił. W tajemnicy przed rodziną i pod zmyślonym nazwiskiem Aleksander Supertramp ruszył w swoją romantyczną kilkuletnią podróż po Stanach i Kanadzie, by ostatecznie dotrzeć na Alaskę, gdzie chciał rozpocząć swoje życie w dziczy, odrzucając wszelkie schematy i szukając całkowitej wolności. Niczym jego idol, Jack London.

Christopher McCandless, pseudonim “Aleksander Supertramp”

Udał się na zniszczony już wtedy Stampede Trail i po kilku dniach wędrówki odnalazł autobus numer 142, pozostałość po górnikach i myśliwych. Nazwał go Magicznym Autobusem i postanowił tam zamieszkać. Mieszkał tam przez kilka miesięcy, jednak brak doświadczenia w polowaniu i życiu w puszczy sprawił, że szybko zaczęły kończyć mu się zapasy jedzenia i wychudzony postanowił wrócić do cywilizacji. Niestety rzeka Teklanika miała wtedy zbyt wysoki poziom i uniemożliwiła mu powrót. Kilka tygodni później myśliwi odnaleźli jego ciało w autobusie – zmarł prawdopodobnie z wygłodzenia.

W 2007 roku Sean Penn uwiecznił historię Chrisa w filmie “Into the Wild”, który w Polsce jest dostępny pod tytułem “Wszystko za życie”. Od tamtego czasu ta historia zainspirowała do podróży wielu ludzi, których zaraziła jego pasja i chęć przeżycia przygody. Niektórzy z nich traktują miejsce śmierci Chrisa, jako miejsce bardzo symboliczne i próbują tam dotrzeć. Tak jak my.

Jak dzisiaj wygląda Stampede Trail*

*na szlak wybraliśmy się na początku września 2017

Szlak Stampede Trail prowadzi przez przepiękne doliny i pagórki. Tylko na niektórych odcinkach szlak był wyraźnie widoczny, w pozostałych znikał całkowicie, a my musieliśmy kierować się kompasem, by po kilku kilometrach znów trafić na szlak. Trasa była bardzo ciężka, prowadziła przez bagna, w które nieraz wpadaliśmy po kolana, wielkie zalane zbiorniki wodne stworzone przez bobry, które musieliśmy omijać robiąc dodatkowe kilometry.

Przed wyruszeniem na szlak

Na początku szlaku spotkaliśmy niemieckiego podróżnika, który wyprzedził nas swoim terenowym motocyklem. Spotkaliśmy go ponownie po kilku kilometrach, nad pierwszą rzeką, za którą rozciągały się duże rozlewiska zbudowane przez bobry. Nie udało mu się ich przekroczyć i uznał, że skoro dalej ma być jeszcze gorzej to on rezygnuje. My zmieniliśmy buty i przekroczyliśmy rzekę. Woda była tak lodowata, że nawet przez buty paraliżowała nam stopy. Nurt był mocny, ale sięgał tylko do kolan, więc udało nam się przejść. Po drugiej stronie osuszyliśmy nogi, zmieniliśmy skarpety i buty na suche i ruszyliśmy dalej. Przez godzinę obchodziliśmy rozlewiska, szukając przejścia na drugą stronę, wzdłuż bobrowych tam.

W wielu miejscach szlak jest ledwo widoczny

Początkowo mieliśmy ze sobą jedną parę suchych butów i jedną “mokrych” na bardziej podmokłe tereny. Ale mokradła były tak częste, że w końcu każdy z nas choć raz wpadł do wody po kolana i ostatecznie wszyscy mieliśmy po dwie pary mokrych butów. Przekraczaliśmy kolejne rzeki, kolejne bagna i kolejne bobrowe tamy.

Często trzeba iść po kostki w wodzie

Do plecaków mieliśmy przyczepione dzwonki, które wydawały dźwięk z każdym naszym krokiem. Mieliśmy je po to, żeby z daleka słyszały nas niedźwiedzie, których w tych rejonach jest bardzo dużo. Takie odgłosy zniechęcają niedźwiedzia z daleka, bo nie brzmią jak żadna ze znanych mu ofiar i traktuje je jako potencjalne niebezpieczeństwo. A nie ma nic gorszego niż niespodziewane spotkanie niedźwiedzia, który wyszedł zza rogu i jest zaskoczony jeszcze bardziej niż my. Wprawdzie ktoś powiedział nam, że niedźwiedzie nie atakują większych grup ludzi i nie ma żadnych udokumentowanych ataków niedźwiedzia na grupę 5 osób lub większą. Ale może to dlatego, że po prostu niedźwiedź zjadł całą grupę i nie miał kto tego spotkania udokumentować. W każdym razie woleliśmy się nie przekonywać czy niedźwiedzie są dobre z matmy i w razie spotkania policzą, że jest nas akurat piątka.

Po 15 kilometrach, późnym wieczorem zatrzymaliśmy się w lesie niecały kilometr przed rzeką. Byliśmy już zbyt padnięci i uznaliśmy, że lepiej będzie tu rozłożyć obóz i rano ruszyć nad rzekę. Za rzeką czekało nas kolejne 16 kilometrów do autobusu. Plecy bolały mnie niemiłosiernie, a buty miałem przesiąknięte. Rozłożyliśmy namioty, rozpaliliśmy ognisko i zaczęliśmy nad nim suszyć mokre buty i ciuchy. Wyznaczyliśmy też warty przy ognisku, żeby podtrzymywać ogień przez całą noc. Warty utrudnił trochę deszcz, który przegonił nas do namiotów. Nie wróżyło to dobrze w kwestii jutrzejszego poziomu rzeki.

Główne problemy na szlaku

Na szlaku trzeba zmierzyć się z kilkoma problemami:

  • Kilka lodowcowych rzek, które trzeba przekroczyć na piechotę, często mając wodę do pasa. Najtrudniejsza z rzek to Teklanika
  • Ciężkie plecaki – cały szlak zajmuje około 4 dni, więc potrzeba sporo sprzętu kempingowego, który skutkuje kilkunastokilogramowym plecakiem
  • Niedźwiedzie – ten teren zamieszkuje sporo niedźwiedzi grizzly. Nie wolno zabierać jedzenia do namiotu!
  • Komary – w lato w tych rejonach jest plaga komarów (my akurat trafiliśmy na lato bez komarów, ale ponoć zazwyczaj jest ich strasznie dużo)
  • Trudny, grząski i częściowo zalany szlak
  • Brak zasięgu

W okolicy mieszka bardzo dużo niedźwiedzi

Co koniecznie zabrać na szlak

Żeby przejść szlak najlepiej zabrać ze sobą:

  • Bear spray na niedźwiedzie
  • Dzwonki doczepiane do plecaków (na niedźwiedzie, żeby już z daleka nas słyszały)
  • Sprzęt do rozpalania ogniska – odstrasza niedźwiedzie i pozwala się ogrzać i wysuszyć
  • Kilka par suchych skarpet
  • 2 pary butów – “suche” na większość szlaku i “mokre” do przekraczania rzek. Rzeki są bardzo kamieniste i trzeba je przekraczać w butach
  • Wodoodporne worki lub wodoodporne plecaki – żeby schować do nich najcenniejsze rzeczy na wypadek wpadnięcia do rzeki
  • Solidny kij do podpierania podczas przekraczania rzeki
  • Lekkie jedzenie liofilizowane na 4 dni + 1-2 na zapas, gdyby szlak się przedłużył
  • Tabletki albo płyn do uzdatniania wody, żeby pić wodę ze strumyków (przez cały szlak wypijecie minimum 10 litrów wody na osobę – tyle nie jesteście w stanie wziąć ze sobą). Można to kupić w marketach outdorowych typu REI
  • Linę i worek, żeby na noc zawieszać zapasy jedzenia na drzewie minimum kilkanaście metrów od naszego obozowiska. Inaczej niedźwiedzie wyczują jedzenie i będą go szukać w namiotach.

Bear spray, czyli spray na niedźwiedzie

Kiedy najlepiej ruszyć na szlak?

Na szlak najlepiej ruszyć wtedy kiedy poziom wody w Teklanice i pozostałych rzekach na szlaku jest najniższy, czyli:

  • zimą, kiedy prawie cała rzeka jest zamarznięta. Niestety temperatury są wtedy bardzo niskie (nawet -40 stopni Celsjusza). Drugim problemem jest to, że w zimie, na tych szerokościach geograficznych dzień trwa zaledwie kilka godzin i bardzo szybko robi się ciemno
  • wiosną, kiedy lodowce dopiero zaczynają się topić i poziom rzeki jest niższy. Minus – wiosną budzą się niedźwiedzie i są bardzo głodne
  • latem lub jesienią po kilku tygodniach bez opadów – wtedy poziom wody jest dużo niższy

Jak na pewno nie przekraczać rzeki?

Na pewno nie przywiązywać się liną do drzewa. W 2010 roku utonęła w ten sposób podróżniczka ze Szwajcarii – wpadła do wody i napięta lina uniemożliwiła jej wydostanie się na powierzchnię.

Po konsultacjach z kilkoma specami, wiemy też, że przekraczanie rzeki w woderach, czyli wędkarskich “spodniobutach” też nie jest najlepszym pomysłem. Kiedy do woderów dostanie się woda to momentalnie idą na dno.

Warto obejrzeć ten krótki film, który pokazuje co może się stać podczas przekraczania rzeki:

Próbowaliśmy przetransportować plecaki na drugą stronę za pomocą małego pontonu. Nie był to dobry pomysł – rzeka porwała ponton po kilku sekundach

Jak i kiedy przekraczać rzekę?

Rzekę najlepiej przekraczać jak najwcześniej rano, zaraz po wschodzie słońca, kiedy słońce nie zdążyło jeszcze roztopić lodowca zasilającego rzekę.

Do wody trzeba wejść w butach (jest dużo śliskich i ostrych kamieni) ale bez spodni, które po zamoknięciu robią się zbyt ciężkie.

Teklanika

Dobrze jest zaopatrzyć się w solidny kij który będzie trzecim punktem podparcia. A najlepiej przekraczać w kilka osób, trzymając się stabilnie za ramiona.

Najcenniejsze rzeczy w plecaku trzeba wcześniej zabezpieczyć w worki, żeby w razie wpadnięcia do wody nie zamokły.

Teklanika z lotu ptaka

Co jeśli wpadnę do wody?

A jeśli już wpadniemy do wody i porwie nas nurt – należy położyć się plecach, nogami w dół rzeki, żeby w razie potrzeby uderzyć w kamienie czy inne przeszkody nogami. Trzeba dać się prowadzić nurtowi aż zbliżymy się do brzegu i wtedy spróbować się wydostać. Po wpadnięciu do rzeki trzeba rozpalić ognisko i niezwłocznie się ogrzać i osuszyć, żeby uniknąć zbytniego wyziębienia organizmu.

Wioska Supertrampa

Niedaleko miejsca w którym szlak dociera do Teklaniki, znajduje się małe wzgórze. A na nim pomiędzy drzewami są rozwieszone plandeki i pozostałości po obozowisku. To tu nocuje bardzo wiele osób, próbujących przekroczyć rzekę, bo jest to dobre miejsce do obserwacji rzeki i można się tu schować pod drzewami.

Na jednym z drzew wisi mały plastikowy pojemnik, a w nim znajduje się notes z wpisami osób, które opisują swoje próby przekroczenia rzeki.

W pojemniku na drzewie znajduje się notes, a w nim opisane próby przekroczenia rzeki

W tym małym obozowisku spędziliśmy prawie 2 dni, a w międzyczasie wielokrotnie próbowaliśmy przekroczyć rzekę. Na tym małym wzgórzu panuje tak niesamowity klimat, że postanowiliśmy nadać mu jakąś nazwę. Padło na “Wioska Supertrampa”.

Jeśli kiedyś tam będziecie i dalej będzie tam wisiała nasza “brama” z napisem “Supertramp’s village” to zróbcie zdjęcie i dajcie nam znać :).

Jak dzisiaj wygląda Magiczny Autobus?

Autobus jest dziś w dosyć opłakanym stanie, ale i tak panuje w nim niesamowita atmosfera.

W środku znajdziemy masę sprzętu i awaryjnych zapasów jedzenia, które co roku zostawiają tu rodzice Chrisa oraz podróżnicy, którzy nie chcą, żeby historia Chrisa się powtórzyła i żeby ktoś umarł tu z głodu.

Sporo osób nocuje przy autobusie, jest tam miejsce na ognisko i namioty. Niektórzy nocują też w środku na starych łóżkach.


Alternatywne sposoby dostania się do autobusu

Na trasie widzieliśmy ślady po terenowych quadach, które kończyły się w rzece – bardzo możliwe, że da się nimi przekroczyć rzekę, ale nie widzieliśmy tego na własne oczy.

Alternatywą jest lot helikopterem. Żadna firma oficjalnie czegoś takiego nie organizuje, ale przypomnieliśmy sobie że rodzice Aleksandra praktycznie co roku latają pod autobus żeby zapalić świeczkę – więc jest to możliwe.

Nam udało się skontaktować z firmą Era (https://www.erahelicopters.com/contact – ja kontaktowałem się z Amandą), która ma jedną z siedzib przy wjeździe do parku Denali. Czarter helikoptera  AS350 (6 miejsc) kosztował 2500 $ (wliczone koszty paliwa). Lot w jedną stronę trwa około pół godziny, potem mamy godzinę na miejscu (trzeba wcześniej umówić się że chcemy tam być aż godzinę, bo normalnie dają mniej czasu). Helikopter ląduje nad rzeką i trzeba się przejść kawałek do autobusu.

Autobus Pocieszenia

Ponieważ oryginalny autobus Supertrampa znajduje się w totalnej dziczy, dotarcie tam i kręcenie filmu Into The Wild byłoby logistycznie bardzo skomplikowane. Dlatego reżyser postanowił stworzyć replikę autobusu numer 142 i to właśnie ta replika wystąpiła w filmie. Dzisiaj ten autobus znajduje się blisko głównej drogi w miejscowości Healy, koło restauracji 49th State Brewing Co. Dotarcie do tego autobusu jest banalnie proste, dlatego nazwaliśmy go Autobusem Pocieszenia – jest pocieszeniem dla tych, którym nie udało się przejść całego Stampede Trail.

Autobus "Pocieszenia", czyli ten który zagrał w filmie Into The Wild

Autobus “Pocieszenia”, czyli ten który zagrał w filmie Into The Wild

W środku autobus jest dokładną rekonstrukcją Magicznego Autobusu – jest tu łóżko, piecyk i szafki. Dookoła pod sufitem porozowieszane są oryginalne zdjęcia zrobione przez Chrisa podczas mieszkania w dziczy. Są też wpisy z jego dziennika. Ostatni wpis jest z 107 dnia mieszkania w autobusie.

Poza dziennikiem Chris zostawił też na wejściu do autobusu kartę z napisem:

SOS

Potrzebuje pomocy. Jestem ranny, bliski śmierci i za słaby, żeby się stąd wydostać. Jestem zupełnie sam, to nie są żart. Na miłość boską, pozostańcie tutaj, żeby mnie ratować. Wyszedłem zbierać jagody w pobliżu i wrócę wieczorem. Dziękuję, Chris McCandless. Sierpień?

Chrisowi udało się wrócić do autobusu, ale są podejrzenia, że jagody które znalazł okazały się być trujące i to jeszcze bardziej osłabiło jego organizm. Na zdjęciach które zrobił Chris widać oryginalny autobus, oraz Chrisa ze wszystkimi swoimi zdobyczami które upolował przez te miesiące. Jest też słynne zdjęcie Chrisa siedzącego na krzesełku przy autobusie. Każdy kogo spotkaliśmy przy autobusie, próbował sobie zrobić takie samo zdjęcie.

Jeżeli planujecie treking do autobusu, albo już go kiedyś zrobiliście to podzielcie się swoim doświadczeniem i napiszcie w jakim miesiącu przekraczaliście rzekę i jakie były warunki na trasie.

Interesuje Cię Alaska? Koniecznie przeczytaj naszą nową przygodowo-poradnikową książkę:

Busem Przez Świat. Alaska i Kanada

autor: Karol Lewandowski, Aleksandra Lewandowska

rok wydania: 2018

więcej o tej książce: Książka Alaska i Kanada >>

Przemierz z nami Alaskę i Kanadę!


Przez ponad 70 dni pokonaliśmy starym busem prawie 20.000 kilometrów przez drogi i bezdroża Alaski i Kanady. Odwiedziliśmy najpiękniejsze parki narodowe, szukaliśmy złota i tropiliśmy rosomaki. Spotkaliśmy dziesiątki niedźwiedzi, pływaliśmy kajakami po lodowcu i trafiliśmy na morderstwo w Twin Peaks. Zmierzyliśmy się ze szlakiem do autobusu z Into The Wild i odnaleźliśmy Polaka w motelu widmo. Z nami poznasz Północ taką, jaka jest naprawdę – dziką, nieprzewidywalną i ucząca pokory.

ZAMÓW KSIĄŻKĘ 

About Karol Lewandowski

Karol Lewandowski
Bloger, podróżnik. Z wykształcenia inżynier robotyki, magister zaawansowanej informatyki. Z zawodu grafik komputerowy. Pomysłodawca i organizator projektu Busem Przez Świat. Odwiedził ponad 50 państw na 5 kontynentach. Jako jedyny z ekipy wziął udział we wszystkich wyprawach. Autor książek "Busem Przez Świat. Wyprawa Pierwsza" i "Ameryka za 8 dolarów" i "Australia za 8 dolarów". Kontakt karol@busemprzezswiat.pl