Dzień 17 – tropikalny las Dorigoo i atak pijawek – Mennica Wrocławska Australia Trip 2013

1496314_755821544432320_756205744_o

czwartek, 12 grudnia 2013

Około 7:00 budzą nas papugi hałasujące za oknem. Śpimy w domu polskiej podróżniczki, Basi Meder, autorki książki “Babcia w Afryce”. Pomagamy Basi nakryć do stołu i siadamy do śniadania w ogrodzie wśród palm, tropikalnych roślin i zielono-czerwonych papug, które też zleciały się na śniadanie. W pewnym momencie koło stołu pojawia się pół metrowa olbrzymia jaszczurka. Okazuje się że to stała mieszkanka ogrodu Basi.

Po przepysznym śniadanku razem z Basią jedziemy do Coffs Harbour na kilka punktów widokowych i na wyspę Muttonbird.

Jadąc w kierunku Doriggo National Park zatrzymujemy się w Bellingen, które wygląda jak stare kowbojskie miasteczko. Trafiamy do “najmniejszego na świecie muzeum motocykli” – Daniel zachowuje się jak dziecko, które weszło do sklepu z cukierkami, ogląda wszystkie eksponaty, robi milion zdjęć i wypytuje wszystkich o najmniejsze szczegóły związane z kosmicznymi motocyklami jakie tu stoją. Okazuje się że znajdujemy tu nawet gablotę z rzeczami Barta Monroe! (nowozelandczyk z filmu “World fastest Indian” grany przez Antonego Hopkinsa, pobił światowy rekord prędkości na swoim własnoręcznie zbudowanym motocyklu, który przetransportował do USA na słoną pustynie Bonneville na której byliśmy w zeszłym roku – w Nowej Zelandii koniecznie chcemy odwiedzić jego warsztat).

Przed wejściem do tropikalnego lasu Doriggo Basia przestrzega nas przed pijawkami i wężami i psika nam buty specjalnym sprayem tropikalnym. Zakładamy wysokie buty i zabieramy  zapas wody – ruszamy na kilkugodzinny treking.

Szybko okazuje się, że niepotrzebnie zabraliśmy okulary przeciwsłoneczne – dżungla jest tak gęsta, że wpada tu bardzo niewiele światła. Momentami dosłownie przeciskamy się między zwisającymi lianami i palmami. Co chwile nad naszymi głowami przelatuje jakiś kolorowy ptak albo coś przebiega w krzakach koło nas. W pewnym momencie dostrzegamy w buszu małego kangura, chyba z gatunku Walabi, który przez chwilę patrzy się na nas a potem znika w gęstwinie. Potem spotykamy dziwnego ptaka, wyglądającego jak czarny dziki indyk, który pojawia się znikąd, przebiega nam przed nogami i momentalnie znika.

Ścieżka prowadzi nas do wodospadów i przechodzi przez ich środek – zostajemy oddzieleni wodną kurtyną od otaczającego nas świata. Dróżka robi się wąska a my zaczynamy ocierać się o liście. W pewnym momencie Ola krzyczy, że coś jej się przykleiło do ręki. Pijawka! Wystarczyło otrzeć się o liście a pijawki od razu przeskoczyły na nas zupełnie jakby tam na nas czekały. Pijawki nie tracą czasu i momentalnie wgryzają sie w skórę i zaczynają wysysać krew. Próbujemy je wyrwać ale są śliskie i wyginają się uciekając przed palcami. Szybko spryskujemy pijawkę tropikalnym sprayem i wyrywamy ją z ręki. Udało się, ale teraz trochę bardziej nieufnie patrzymy na otaczający nas busz. Do końca trasy idziemy gęsiego, co chwila pilnując czy nie ocieramy się o żadne rośliny i sprawdzając czy nic się do nas nie przykleiło.

Wieczorem Basia znów przygotowuje przepyszną kolację, a my czujemy się jakbyśmy trafili do naszej australijskiej babci, która traktuje nas jak ukochane wnuki :).

20131214-122041.jpg

858631_755821071099034_147582137_o 1496469_755819484432526_452523867_o 1502597_755827237765084_187684134_o 1487982_755822801098861_1042203191_o 1421138_755822714432203_1035978213_o

About Karol Lewandowski

Bloger, youtuber, zawodowy podróżnik. Z wykształcenia inżynier robotyki i magister zaawansowanej informatyki. Odwiedził ponad 60 państw na 5 kontynentach. Autor 4 bestsellerowych książek podróżniczych. Kontakt: karol@busemprzezswiat.pl