Dzień 51 – Darwin – Mennica Wrocławska Australia Trip 2013-2014

 

IMG_7675

środa, 15.01.2014

Rano Andrzej zawozi nas do muzeum w Darwin, wejściówka jest darmowa. Muzeum ma kilka sal tematycznych, jedna jest poświęcona wielkiemu wypchanemu krokodylowi “Sweetheart”, który siał kiedyś postrach w Darwin, kolejna okolicznej faunie i florze, łącznie ze szkieletami megafauny i wymarłych gatunków. Jest też sala ze sztuką oraz sala poświęcona cyklonowi Tracy, który 40 lat temu zmiótł ponad 90% zabudowań Darwin z powierzchni ziemi. Można nawet wejść do ciemnego pokoju w których można posłuchać dźwięków cyklonu.

Później jedziemy na Smith Street Mall, głównej ulicy Darwin z wieloma sklepikami i restauracjami. W centrum miasta jest bardzo ciekawy otwarty basen – ze sztucznymi falami! Wchodzimy do sklepu ze sztuką aborygeńską. Na ścianach wiszą obrazy przedstawiające abstrakcyjne kształty składające się głównie z kropek. Ceny zaczynają się od 200-300$ a kończą na 10 tysiącach dolarów, więc możemy sobie co najwyżej popatrzeć. Prawdę mówiąc, niektóre z tych dzieł wartych kilka tysięcy niewiele różni się od rysunków rysowanych przez dzieciaki w polskich przedszkolach. Różnica jest oczywiście taka że te obrazy rysowały dzieci aboryeńskiego pochodzenia (często tylko w 1/16 krwi aborygeńskiej) i pewnie to nadaje im kosmiczną wartość.

Wieczorem Andrzej i Dasza robią grilla w swoim domu. Dom jest specyficzny dla tych rejonów ale niespotykany w Polsce – postawiony na wysokich palach przez co do domu wchodzi się po schodach a na parterze jest pusta przestrzeń bez ścian. Właśnie tam stoi grill, stół z krzesłami i terenówka. Rozglądając się dookoła widzimy, że Andrzej lubi podróżować po Australii. Poza terenówką widzimy profesjonalne swagi do spania w buszu, wielką czaszkę bawoła, czy tablice drogowe i kapelusze. Historia rodziny Andrzeja jest niesamowicie fascynująca, jego przodkowie dostawali ordery Virtutti Militari, byli zsyłani jako więźniowie polityczni, a on sam urodził się w Australii ale doskonale mówi po polsku. Pracuje w australijskim górnictwie, między innymi w kopalniach złota, był w australijskim wojsku, żeglował wiele miesięcy po oceanach, łowił rekiny i umie łapać jadowite węże. A z Daszą, która pochodzi z wschodniej części Rosji, poznali się w.. Polsce.

Na grilla przychodzi też Małgosia, znajoma Basi Meder – to dzięki nim trafiliśmy do Andrzeja i Daszy. Z Małgosią przychodzi “Kostek”, który mieszka w Australii od 64 lat. W pewnym momencie okazuje się, że Kostek dokładnie nazywa się Konstanty Ildefons Gałczyński. Zupełnie jak słynny polski poeta. Okazuje się, że nie jest to przypadek. Kostek jest synem Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego! Synem, o którego istnieniu nikt nie wiedział aż do 1990 roku, kiedy Kostek poleciał do Polski o odnalazł córkę Gałczyńskiego. Nie możemy uwierzyć, że na prawdę spotkaliśmy kogoś takiego! Kostek ma jacht i co roku 6 miesięcy mieszka na nim i pływa z ludźmi za pieniądze, a pozostałe 6 miesięcy podróżuje po Australii.

 

IMG_7670

 IMG_7681

 IMG_7702

About Karol Lewandowski

Bloger, youtuber, zawodowy podróżnik. Z wykształcenia inżynier robotyki i magister zaawansowanej informatyki. Odwiedził ponad 60 państw na 5 kontynentach. Autor 4 bestsellerowych książek podróżniczych. Kontakt: karol@busemprzezswiat.pl