dzień 90
Rano siady z pastorem nad dokumentami i probujemy anulowac ubezpieczenie (minely juz 3 miesiace i trzeba zrezygnowac zeby Geico nie pobieralo nam pieniedzy z karty za kolejne miesiace). Rejestrujemy sie w systemie internetowym i dzwonimy do konsultanta. Jako powod rezygnacji podajemy przeprowadzke do Europy i po 30 minutach sprawa gotowa. Wszyscy nam mowili ze nie da sie ubezpieczyc polskiego auta na polskich blachach w USA, a jednak sie udalo. Po raz kolejny potwierdza sie ze nie ma co sluchac „internetowych medrcow” ktorzy sa specjalistami w kazdej dziedzinie choc w rzeczywistosci nie maja o nich pojecia ;). Tak samo zreszta bylo z kontenerem i pozwoleniem na poruszanie sie busa w USA i Meksyku.
Po zalatwieniu ubezpieczenia jedziemy na Manhattan (mozemy jeszcze jezdzic autem bo ubezpieczenie dziala do jutra). Przejezdzamy przez Harlem ktory przeszlismy 3 miesiace temu na piechote pokonujac ponad 18km, Time Square na ktorym bylismy wiele razy i inne znane nam dobrze miejsca.
Z Manhattanu jedziemy na Greenpoint na Brooklynie. Jest to dzielnica bedaca najwiekszym skupiskiem Polakow w USA zaraz po Chicago. Sa tu polskie sklepy (nawet Biedronka), polskie produkty, piwa, bary, szyldy, reklamy, ogloszenia i gazety. Idac ulica ma sie wrazenie ze wrocilo sie do kraju – dookola prawie nie slychac jezyka angielskiego. Ponoc jest tu sporo Polakow, ktorzy nawet nie umieja mowic po angielsku bo nie maja takiej potrzeby – kasjerki, lekarze, prawnicy, ksieza – wszyscy mowia tu po polsku. Czesc sklepow ma nawet wielkie napisy „mowimy po polsku”. Spotykamy nawet motocyklistow z Husarii, ktorych poznalismy w Pensylwanii.
Wieczorem Karol zaprasza wszystkich do chinskiego bufetu typu „jesz ile chcesz”. Po 3 miesiacach jedzenia puszek ze spaghetti i lasagne wreszcie mozemy zjesc co chcemy i ile chcemy. Zajadamy sie krewetkami, krabami i innymi owocami morza, pieczenia z indyka i wieprzowina, kurczakami i lososiem, sushi, owocami, galaretkami, lodami i innymi pysznosciami. Po wielu talerzach z ledwoscia wstajemy od stolu. Dawno nie bylismy tak najedzeni.





7 komentarzy
Również polecam odwiedzić Buddy’ego, a nuż/widelec na poczekaniu zrobi tort w kształcie busa 😉 Dla niego nie ma nic trudnego…ale to praktycznie tak samo jak w tym momencie dla Was! Pozdrawiam 🙂
ogladam codziennie 🙂
to mial byc komentarz do wpisu o cukierni a dodal sie jako odrebny 😉
Czesc:) Jezeli jestescie jeszcze w NY to proponuje odwiedzic najslawniejsza cukiernie w US (maja nawet swoj program na TLC) Carlo’s Baker (95 Washington St. Hoboken, New Jersey 07030).
Pozdrawiam!!
ooo tak, cukiernia Buddy’ego Valastro – raczej nic nie kupicie, bo w kolejkach stoi sie po parę godzin, ale na pewno warto zobaczyć – a nuż uda Wam się zrobić zdjęcie z kimś z ekipy 😉
A moze akurat sie uda:)
Jest ich 4 w ekipie, jednego postawią w kolejce a reszta pójdzie w miasto i po kilku godzinach wrócą 😀