Busem Przez Świat

Studenckie wyprawy hipisowskim busem dookoła świata!


21-letnim busem przejechaliśmy już 28 państw w 3 wyprawach, aktualnie szykujemy się do czwartej, America Trip 2012, poszukujemy sponsorów

Kategoria : Książka Busem Przez Świat: Wyprawa Pierwsza

« 1 2 »

Wymarzony prezent na święta

Nie wiecie jeszcze o co poprosić Mikołaja? Książka BPŚ – dla podróżników, marzycieli, małych i dużych, idealny, wymarzony prezent pod choinkę za jedyne 34.90zł ! Dostępna w każdym Empiku i na www.lamanita.pl/busemprzezswiat (promocja 29.50zł !) ;)

Autorka recenzji: Beatka

Przygody ekipy Busem przez świat śledzę – tak jak większość – od czasu, gdy pojawił się o nich demotywator. Wtedy to właśnie przeczytałam o nich wszystko, co było do przeczytania, obejrzałam wszystko, co było do obejrzenia i pomyślałam: „Cholera, pięciu chłopa z Polski zrobiło coś niesamowitego, coś, czego im strasznie zazdroszczę i na dodatek wszystko im się udało”. A łatwo nie mieli, o czym pisze Karol Lewandowski w swojej pierwszej (bo chyba nie ostatniej?) książce…

„… góra widziana z dołu i góra, na którą właśnie się wchodzi, to dwie zupełnie różne góry”.
Najpierw trzeba było skompletować ekipę, ludzi, którzy wytrzymają ze sobą przez miesiąc, nie pozabijając się przy okazji,  później kwestia busa. Już wchodzili na tę górę, już prawie osiągali szczyt swoich marzeń, gdy na drodze pojawiało się kolejne wzniesienie kolejny problem i kolejne próby ich rozwiązania. To, że znajomi i rodzina, niejako przez zazdrość, a i troskę też, przepowiadali, że nie uda się chłopakom opuścić nawet Czech, że tam właśnie się rozkraczą, stanowiło dodatkową motywację, żeby pokazać, że dadzą radę. Na przekór wszystkiemu. I busikowi też! Po problemów z nim trochę mieli, ale zawsze trafiali na kogoś, kto udzielił im pomocy i wsparcia. Może to była robota tego Najlepszego Mechanika, może mieli po prostu farta. Grunt, że się udało. Udało się spełnić marzenie ¾ Polaków, żeby ruszyć się w końcu sprzed telewizora, czy komputera i za jak najmniejsze pieniądze zwiedzić i zobaczyć, jak najwięcej.

Chłopcy pokazali, że można, że nie trzeba być milionerem, by podróżować. I właśnie to wszystko, te przygody większe i mniejsze opisane zostały w książce. Czyta się ją tak, jakby słuchało się opowieści. Zwykłej opowieści, o niezwykłych przygodach. Tak, jakbyś spotkał się z ekpią Busem przez świat przy piwie i wysłuchał o tym, jak dotarli na Gibraltar. Jak ich bezczelnie okradziono, aresztowano, jak bus odmawiał posłuszeństwa, by zaraz później zdecydować się na dalszą podróż, jak kilka razy wątpili w sens, w to, że im się uda, jak się razem cieszyli i kłócili.

Nie ma w książce obszernych opisów krajobrazu, historii zwiedzanych miejsc. Nie straszą homeryckie porównania i metafory. Bo książka jest o młodych dla młodych i napisana przez młodego. Absolwenta Automatyki i Robotyki – jakby tego było mało. Brawa więc dla niego za brak grafomaństwa. Nie próbuje bowiem na sile upiększyć wszystkiego, nie odkrył nagle w sobie talentu pisarskiego porównywalnego z talentem Stephena Kinga – nie fantazjuje, pisze tak, jak było i to, co było. Pisze, jak student, który ukończył Wydział Elektroniki. Ale za to z bardzo dobrymi wynikami. Brawa więc – jeszcze raz – bo naprawdę czyta się przyjemnie!

Mnie osobiście nie podobają się dwie rzeczy – po pierwsze, zdecydowanie za mało zdjęć. No ale tu mogę usłyszeć, że więcej mają na swoim blogu. Nic to, w książce jest ich trochę mało. Rozumiem jednak, że taki kolorowy wydruk jest drogi, że książka nie kosztowałaby wtedy 34,90, tylko trochę więcej. Druga rzecz, która mi się nie podoba to czcionka – ale to chyba sprawa wydawcy… No dobra, czepiam się, ale przecież muszę, żeby nie było za kolorowo ;)

I chyba tyle mam do powiedzenia, polecam przeczytać, żeby uwierzyć, że można! Można wziąć czterech kolegów, spakować się do starego busa i zwiedzić całą Europę. A już niedługo i Amerykę.
Powodzenia chłopaki!

autor recenzji: Panacheda Michał

„Druga zwrotka, Bo zawsze chciałem zacząć od środka” – tymi słowami Marcin Marten, znany pod pseudonimem AbradAb, rozpoczyna „Rapowe Ziarno”, czyli swój najpopularniejszy utwór. Ale co to ma wspólnego z książką „Busem przez świat. Wyprawa pierwsza”? Właściwie nic, oprócz
tego, że moją recenzje chciałbym również rozpocząć od środka, czyli drugiego rozdziału.

Ciepłego, słonecznego, lipcowego dnia pięciu młodych studentów rozpoczyna swoją niezapomnianą przygodę życia. Wyruszają z Polski na Gibraltar. Plan szalony, tym bardziej, iż wyruszają 21 letnim busem, którego lata świetności dawno minęły. Wyznaczają sobie 30 dni na zrealizowanie celu, czyli dotarcia do najbardziej wysuniętego na południe punktu Europy i powrotu do Polski! Chłopakom dopisują humory, atmosfera idealna do osiągnięcia celu. Czy jest coś co może popsuć tak dobry nastrój ? Tylko i wyłącznie problemy z samochodem, a konkretnie ze skrzynią biegów. Czy to jedyne problemy całej wyprawy ? Niekoniecznie, ale kłopot, przez który zostają uwięzieni 7 dni w Alpach, pchają busa na autostradzie pod prąd i ruszają z trzeciego biegu ! Poza tym, zwiedzają, odpoczywają na cudnych plażach we Włoszech, Francji, Hiszpanii. Czego więcej chcieć od życia. Poznają świetnych ludzi, bez pomocy których, mogliby nie dokończyć wyprawy, ale i takich, którzy wprost mówią, że chcą ich okraść ! Skaczą do wody z 10 metrów, popijają piwo w wolnym czasie i spędzają kilka godzin w odizolowaniu od świata. Jakim? Gdzie? Dlaczego? Aby poznać odpowiedź na te pytania musicie przeczytać ten bestseller!

Powracając do początku książki Karola Lewandowskiego, odnajdziemy tam, przewodnik dla każdego, kto chciałby sam przeżyć, zorganizować podobną wyprawę. Autor opowiada nam jak wpadł na tak genialny pomysł, skąd w jednym oldskulowym busie znalazło się pięciu kuzynów. Dowiemy się ile pracy i wysiłku w naprawę samochodu włożyli sami podróżnicy, ale również rodzina, bez której, jak mówią, wyjazd by się nie udał. Podzielili się swoimi obliczeniami nad kosztami wyprawy, ekwipunkiem itp.
Zapewniam wam, że każdy po przeczytaniu książki „Busem przez świat. Wyprawa pierwsza” nabierze ochoty na podobne wyprawy. Ilu znajdzie się odważnych by podołać takiemu wyzwaniu, a może skupicie się na krótszych i łatwiejszych wyprawach? Wasz wybór. DO ODWAŻNYCH ŚWIAT
NALEŻY, tą dewizę potwierdziła ekipa Busem przez świat.
Osobiście każda kolejna kartka wciągała mnie coraz bardziej, tak bardzo, że w ciągu jednego popołudnia przeczytałem ją od deski do deski. Ufff… Jakie szczęście, że zapewniłem sobie taką przyjemność! Robić przerwę między rozdziałami, albo częściej oznaczało by katorgę dla mojego
chłonnego umysłu.

autor recenzji: Panacheda Michał

autorka recenzji: Justyna Wojciechowska, ZnaneNieznane

http://znanenieznane.pl/podziel-sie-i-korzystaj/blogi/busem-przez-swiat-bo-tak

Dobry wieczór!
Dobrý večer!
Guten Abend!
Buenas noches!
Bonsoir!
Boa noite!

I przydałoby się przywitanie w jeszcze kilku językach, bo dziś trochę o ekipie, która ponad rok temu wkurzyła pół Polski i wydaje mi się, że wkurza nadal… ;-)

Ostatnio wydali książkę “Busem Przez Świat”, w której opisują swoją wakacyjną wyprawę. Nie byłoby w tym nic dziwnego i emocjonującego, gdyby nie kilka faktów. Jakich?

W wyprawie wzięli udział zwyczajni studenci, chłopaki ze Świdnicy, w której również mieszkam, więc można by powiedzieć “sami swoi”. Karol, Marek, Michał, Krzysiek i Wojtek – oto oni, choć mało brakowało, a Marek zrezygnowałby w ostatniej chwili…
Wpadli na pomysł zrealizowania odjechanej (odjechanej dosłownie i w przenośni!) przygody i odwiedzenia kilkunastu krajów Europy. Cel? Gibraltar. Czas wyprawy? 30 dni!

Środek transportu musiał być nadzwyczajny i okazał się nim Volkswagen Transporter T3, młodszy ode mnie o zaledwie 4 lata, zakupiony (nie bez przygód) w stanie opłakanym, jak mówi sama ekipa “zajechany na maksa”.
Co nasi bohaterowie robią z tym busem? Doprowadzają go do stanu używalności? Żeby tylko! Dzięki ciężkiej pracy oraz wyobraźni i z pomocą kilku osób (pozdrowienia dla dopingujących ojców, zatroskanych mam, wspierających dziewczyn, wujka Janusza, przyszłych teściów, Pana Kazika…) przemieniają zwykłego busa w hippisowskiego kampera. Czy dodałam, że robią to z własnych środków finansowych? Lekcja oszczędzania była jedną z pierwszych, jakie otrzymali w czasie trwania całej przygody.

Po dokładnych przygotowaniach, przemyślanych planach podróży i zakupach, które wyglądały jakby banda wariatów dostała w lipcu świąteczne bony, przyszedł czas na wyprawę!

Nie zdradzę Wam teraz szczegółów całej historii (o awarii busa w Szwajcarii, o tym, że chłopcy przeszli się czerwonym dywanem w Cannes, o pasażerze na gapę, upragnionej Barcelonie, najwspanialszej Gosi pod słońcem, aresztowaniu u celu podróży… ups już chyba wystarczy!). Każdy fragment to już inne państwo, ciekawi ludzie, tarapaty, wrażenia, radość, strach lub/i odkrycia.

Poza tym to opowieść o zgranej paczce, kumplach, którzy zwyczajnie dali radę zmierzyć się z niesamowitą podróżą i ze sobą. Wiem coś o tym – wystarczyło mi kilka dni wyprawy do Czech parę lat temu, nie busem, ale kadetem zwanym “Srebrna Strzała” (którego nie ma już wśród nas ;-P), w towarzystwie trzech osobników płci nie-tak-do-końca-brzydkiej (pozdrowienia dla Dawida, Michała i Jarka!). Pamiętam, co oznacza niepewność “gdzie dzisiaj śpimy”, pobudka co rano w nowym miejscu, przygotowywanie posiłku na łące, dogrzewanie się przy wspólnym ognisku, szukanie odpowiedniej drogi, kimanie w niewygodnej pozycji, oszczędzanie kasy na każdym kroku i jej niechybne wydanie np. na dobrą kawę w klimatycznej kafejce. Bo nie chodzi tu tak naprawdę o ilość zwiedzonych krajów, tylko o zapał, wspólne przeżycia i odwagę, by robić to, czego pragniemy. Tego Wam wszystkim życzę.

autorka recenzji: Justyna Wojciechowska, ZnaneNieznane

« 1 2 »