Busem Przez Świat

Studenckie wyprawy hipisowskim busem dookoła świata!


21-letnim busem przejechaliśmy już 28 państw w 3 wyprawach, aktualnie szykujemy się do czwartej, America Trip 2012, poszukujemy sponsorów

Lenovo East Trip – dzien 20 – Nesebar i granica z Turcja

Dzien 20, 20.08.2011, sobota, tydzien 3
Przejechane: 5650 km

Rankiem budza nas wedkarze i plazowicze. Juz kolejna noc z rzedu bylo tak cieplo ze spalismy na plazy pod golym niebem na karimatach usypiani przez szum plaz. Maniek po raz kolejny zatkal sobie na noc uszy w obawie przed “plazowymi robakami”.
Ogolna opinia o spaniu na dziko w Bulgarii? 5/5, bardzo latwo. Jedno z najlepszych do tego celu panstw, a odwiedzilismy juz 16 roznych. Na kazdej plazy nawet pod hotelem mozna sie rozlozyc. Spotykamy duzo bulgarskich namiotow na plazach i obok plaz (wszyscy za darmo – na dziko), bardzo czesto pala tez ogniska.

Jedziemy do Nesebaru, ktory polecil nam Krzysztof z portalu www.Inteleko.pl. Stare miasto znajduje sie cale na osobnej wyspie polaczonej z nowym jedna droga. Zaraz na wjezdzie wita nas brama z V wieku strzegaca dostepu do miasta. Cale sredniowieczne miasto wpisane jest na liste UNESCO i jest rezerwatem architektonicznym i archeologicznym. Przechadzamy sie waskimi brukowanymi uliczkami. Wszystkie domy maja czerwone dachowki a zeby sie o tym upewnic mozna za 45€ wykupic sobie widokowy lot helikopterem – my wierzymy a dla pewnosci ogladamy pocztowki ze zdjeciami z lotu ptaka ;) . Pelno tu straganikow i klimatycznych restauracji, a wszystko otoczone bujna roslinnoscia. Jeden z naganiaczy zaprasza nas do restauracji nad sama woda. Zacheca nas napis “free wifi” – wchodzimy na piwo (3 lewy = 6 zl). Popijamy bulgarskie piwo Zagorka do ktorego powoli sie juz przyzwyczajamy (popijamy wszyscy poza szczesliwym dzisiejszym kierowca – no coz, zimna cola tez nie jest zla).

Co maja wspolnego Zlote Piaski i Nesebar?
Polakow. Jestesmy kilka tysiecy kilometrow od domu a ojczysty jezyk mozna uslyszec na kazdej uliczce – widac sa to stale punkty turystow z PL.

Jedziemy pod granice z Turcja, rozstawiamy sie na plazy, pichcimy obiad, robimy portretowe fotki calej ekipie (robione raz na tydzien maja ukazywac jak czlowieka zmienia ponad 40-dniowa wyprawa) i krecimy kolejny odcinek wideorelacji w wykonaniu Manka (powinna pojawic sie lada dzien).

Decydujemy ze chcemy jak najdluzej zwiedzac Istambul – najlepiej od samego rana. W zwiazku z tym (mamy jeszcze 300km) trzeba bedzie wstac okolo 3.00 rano. Ale po co sie klasc na tak krotki – jeszcze zaspimy i nie wstaniemy. Jedziemy zaraz po zmierzchu – zobaczymy Istambul bladym switem.
Po godzinie dojezdzamy do granicy.

O tej porze (1.00 w nocy) nikt do nas nawet nie wychodzi, nie ma tez innych aut. Chodzimy po okienkach, trzeba pukac zeby obudzic obsluge okienka. Wizy turystyczna 20$. Na zewnatrz czekamy z otwartym autem na kontrole bagazu – celnik konczy pic kawe, wychodzi do nas, rzuca okiem a nastepnie rzuca “good luck”. Cala przeprawa trwa max. pol godziny. Wiza na 90 dni wbita do paszportu, Turcja wita!


 

Możesz zostawić komentarz lub wysłać sygnał trackback ze swojego bloga.

Zostaw odpowiedź